moc kamienia, siła dziecka
Wdrapałem się na zimowy szczyt, z nadzieja że znajdę pod śniegiem kamień pozostawiony tu w chwili kiedy nie potrzebowałem jego magicznej mocy. Na szczycie spod śniegu wystawały skały rozgrzewane pierwszymi promieniami styczniowego słońca, ale nie było na nich ustawianych w lecie przez turystów kopczyków z kamieni. Leżał obok na śniegu, tak jakby wypadł komuś z kieszeni kurtki, był twardy i zimny. Teraz kiedy gładzę jego wypolerowane wiatrem krawędzie wydaje się delikatnie aksamitny, kiedy go ściskam czuje jego opór, surowa moc góry, która nie ulega przeciwnościom żywiołów.
Staram się nie analizować po raz kolejny ‘dlaczego..’, nie roztrząsam ‘co dalej..’. Jak dziecko czekam na to co przyniesie los, zbieram siły na to, żeby w odpowiednim momencie móc znów podjąć walkę, chociaż nie wiem po której stronie będę walczył.

