Kładę kasztan, szukam słów
Kładę na stole wyschnięty kasztan, który stracił swój blask i miękkość w dotyku. Obok kawałek niebieskiego szkiełka, dzięki któremu w słoneczny dzień można wyczarować wiosenną tęczę. Bilet z podróży, niemy świadek, który był ze mną u celu i wrócił z powrotem. Kamyk o kształtach ostrych jak najwyższe góry.
Próbuję pogodzić kasztan z kamieniem, ułożyć przedmioty w ciąg zdarzeń, ale czy można odnaleźć logikę w niebieskim szkiełku?
………………………
Szukam słów, które ułożą się w jedno zdanie, odpowiedź na najważniejsze z pytań – DLACZEGO…?

Ujrzał małość problemu, w obliczu nieszczęścia człowieka, patrzącego udręczonym wzrokiem, w którym zawarte było pytanie: “Dlaczego, dlaczego ja? Dlaczego musi tak bardzo boleć? Dlaczego dotykam swojej śmiertelności?” Nie mógł go uratować, podobnie jak siebie. Przestał użalać sie nad sobą, zapłakał nad cierpiącym człowiekiem. Wył z żalu i myślał o własnej małości, pysze, głupocie. Opłakiwał też własną stratę. Wiedział, że nie można jej porównać, ale jemu również było ciężko. Utrata miłości zrównała się z utratą życia, bez niej przestał istnieć.
Mój kolega Lekarz
czy altruizm musi się rodzić w takich bólach?