Łza

•29 marzec 2009 • Dodaj komentarz

Zakręciła się błyszcząco w oku na wspomnienie chwil z życia, przesłoniła ukochne twarze, żeby cieniutkim strumykiem powędrowac w dół, żłobiąc rowek, spływając wraz z myślami o radosnym śmiechu, beztroskich chwilach, utraconych bliskich, ale dalekich…… nieobecnych,…. o słonecznych porankach, nocnych szeptach o marzeniach….. pamięci malutkich dziecięcych stópek, pierwszego słowa, pocałunku, klejnego bolesnego rozstania… bo jeszcze nie czas… otuliła słonym ciepłem woal rzęs, rąbek nosa, kącik, ust. Roztarłam ją językiem…. smakując wspomnienia…

Złośc

•29 marzec 2009 • Dodaj komentarz

Wykrzywiła paskundym grymasem twarz, zwęziła żrenice, zdusiła ciepłe uczucia. Zacisnęła dłoń w pięśc, która była wymierzona prosto w serce. Ono odruchowo zwinęło się w kłebuszek, przestało bic, zamarło ze ztrachu. Czyzby złośc była w stanie pokonac miłośc ?

Oczy szeroko zamknięte

•7 marzec 2009 • Dodaj komentarz

Zacisnął mocno powieki, żeby nie patrzec nigdy więcej na cierpienia ludzi, których spotykał w swoim życiu. Zacisnął tak mocno, że aż rozbolała go głowa i zebrało mu się na wymioty. Rzygał ludzkim nieszczęściem, swoim współczuciem, zrozumienniem, cierpliwością i smutkiem. Im bardziej zaciskał, tym bardziej czuł się chory i pusty, stracił mozliwośc widzenia, słuchania, rozumienia, przeżywania. Nie czuł już nic i zrozumiał, że jeżeli nie otworzy zaraz oczu, umrze i to w dodatku nieszczęśliwy. Zamykając je na ból i cierpienie pozbawił się również widoku blasku słońca, uśmiechu dziecka, czułego dotyku kochanków i staruszków siadających na tej samej ławce w parku od 50 lat,  kropli rosy drżących na trawie o poranku, koloru oczu tej, która chciała ofiarowac mu brzydotę i piękno świata.

Zamykam czasami szeroko oczy, kiedy mnie coś przeraża i porusza , ale szybko otwieram, bo robi mi się niedobrze, bo nie chcę umrzec pusta w środku za życia.

Otwórzcie szeroko oczy, zza brzydoty można ujrzec wiele piękna.

Podzwonne

•7 marzec 2009 • Dodaj komentarz

Przyjacielu,

zawsze tak Cię będę nazywać, nawet jeżeli zejdziemy z jednej drogi, ponieważ trawłeś przy mnie, kiedy potłuklam na kawałki twarz i kolejno zakładałam maski, próbując znaleść tę włąściwą, która ukryłaby mnie na całe wieki. Nie pozwoliłeś na to, mówiłeś, że moja własna poharatana jest najpiękniejsza, że z nią mnie ktoś pokocha, bo jest autentyczna. Uwierzyłam Ci.

Zastanawiałam się nad tym o co mnie prosiłeś i bez urazy Przyjacielu, nie chcę zmiany w zespole. Czym jest Queen bez Frediego? Czym byłby Hey bez Kaśki? Jasne można sprzedać prawa autorskie, wziąć tantiemy, ale ja tak nie potrafię. Preferuję stare składy, są najbardziej autentyczne. Podzieliłam się już kilka razy w swoim życiu prawami autorskimi do miłości, przyjażni, twórczości, tym razem skoro mam wybór, nie chcę, ale możesz tworzyć nowe składy, bo ja trochę zeszłam z naszej drogi.

Dziwne - łatwiej być z kimś nieszczęśliwym w zespole, jest chyba bardziej twórczy i chłonący.

Ps. Wciąż jestem sobą, tylko po reinkarnacji.

Zepsuty przyjaciel

•7 marzec 2009 • Dodaj komentarz

Miałam w dzieciństwie przyjaciela, szaroburego misia. Wypłakałam go, leżąc przed jedynym sklepem zabawkowym w naszym małym, śmiesznym  miasteczku. Pokochałam mojego przyjaciela pierwszą, wielką miłością, taką od tego jedynego spojrzenia. Nosiłam go i woziłam ze sobą wszędzie. Czasami się gubił, a dziadek chodził po miasteczku, sklepach i zaułkach, szukając mojego przyjaciela.  Miś spał ze mną, jadł, płakał, cieszył się, taki zwykły, niezwykły miś. Któregoś dnia  mocno się zepsuł. Podczas jednej z naszych wędrówek po twierdzy, spadł ze skały, urwało mu się uszko i wypadło oko, podarł się brzuszek. Szlochałam niosąc go delikatnie do domu. Był brudny, poszarpany bez oka, ale nadal go kochałam. Rano obudziłam się, a na mojej poduszce pysznił się nowy, puchaty, rudy miś…. Krzyknęłam ze strachu – babcia chcąc zrobic mi przyjemnośc, kupiła nowiutkiego misia, a mojego przyjaciela wyrzuciła do śmietnika. Płakałam tak długo, aż dziadek poszedł ze mną do kubła na śmieci, wyciągnął zepsutego przyjaciela i obiecał, że go naprawi. Mój przyjaciel przeżył operację zszycia brzuszka, przyszycia uszka i przyklejenia nowego oczka – które było trochę inne od tego pierwszego – kąpiel i suszenie. Może nie był jak nowy, ale dla mnie najważniejszy, najukochańszy. Rudy stał na półeczce, nigdy nie poszedł z nami na spacer, na włóczęgę, był zbyt piękny i bez duszy. PS. Ryjku, przyjaciele nawet zepsuci, wciąż są przyjaciółmi i wpisy zamieniły się kolejnością.

Zmarnowana miłość

•26 luty 2009 • 1 komentarz

“Strzeż się, abyś nie zmarnował miłości. Wciąż grozi ci, że z ukochanej
osoby zrobić zechcesz swoja własność; wiedzieć o każdym jej kroku, poznać
wszystkich przyjaciół, kontrolować czas pracy i czas rozrywki, być wciąż
razem, nie spuszczać z oka, wypatrywać, śledzić; a potem zaabsorbować
swoimi zainteresowaniami, sprawami, wypełnić sobą, ażeby nie zostawić czasu
na samotne myślenie, na własną inicjatywę, na osobiste życie, nie dopuścić
do żadnego samodzielnego przedsięwzięcia, związać z sobą prośbą, błaganiem,
ostrzeżeniem; uzależnić od swojej decyzji, podporządkować swojemu życiu,
narzucić swój schemat, swoje poglądy na sprawy wielkie i małe, ukształtować
na swoje podobieństwo, wydrążyć siłą albo sprytem ścieżki myślenia, tory
reakcji na swój wzór – aż wreszcie znać będziesz każde pytanie i każdą
odpowiedz, każdą reakcję i każdą myśl. I to jest koniec. Nie miłości, bo
jej już dawno nie było. To jest po prostu nuda. I odejdziesz. Chyba że
człowiek, który kochał cię dawno temu, zdążył już wcześniej uciec, ratując
swoją wolność, swoją osobę”

Mieczysław Maliński

Księżycowa przyjaźń.

•11 luty 2009 • Dodaj komentarz

Kilka dni temu patrząc na jasną łunę księżyca w pełni, kolejny raz zastanawiałem się nad przyjaźniami.

W jaki sposób określili by to uczucie łączące wybranych ziemian, mieszkańcy zimnego srebrnego globu, patrzący na nas z wystarczająco dalekiej perspektywy, pozwalającej na pełen obiektywizm.

Być może dla nich, przyjaźnie byłyby kontynuacją ciągle tej samej, najważniejszej dla nas rozmowy z tymi, których los stawia na naszej drodze.

My jako mieszkańcy niebieskiej planety, nie powinniśmy zapominać jak wiele zawdzieczamy tym, ktorzy skręcili gdzieś w boczne ścieżki i nie idą już razem z nami.

Bez tych współtowarzyszy naszej podróży w czasie, bylibyśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu.

jesteś

•7 luty 2009 • Dodaj komentarz

jesteś z upływającej wody
z liści które drżą
trącane dźwiękiem wiatru
przelatującego pośpiesznie

jesteś z wieczoru
który nie chce usnąć
patrzy uparcie
głodnymi oczyma gwiazd

Inny punkt widzenia

•17 styczeń 2009 • Dodaj komentarz

Mężczyżni idą na wojnę…… no tak i wszystko jasne.

Wiele lat bronilam swojego punktu widzenia w babskich dyskusjach, nie zgadzając się ze zdaniem, że oni są od nas tak bardzo inni, że nie potrafią nas zrozumieć. Nie akceptują napięć przed, śród i pomiesiączkowych, uzależnień od kupowania trzydziestej, takiej samej bluzki, godzinnych rozmów z przyjaciólką przez telefon, depilacji, bóli głowy, braku obiadu, ponieważ nie starczyło czasu. A wymagają pięknego wyglądu na codzień i od święta i nawet póżno w nocy, we śnie, bycia wspaniałą żoną, matką, kochanką, kucharką, kobietą robiącą karierę, superwoman. Słuchałam narzekań i pytałam “Kochane panie, a kto nam to wszystkow zrobil?” , narażając się na rzucanie we mnie damskimi pantofelkami. Nigdy nie uważałam, że panowie są z Marsa, a my z Wenus, wychowana wśrod mężczyzn i w kulcie do ich świata.  A jednak z upływem czasu i doświadczeń zauważyłam, że jest inny, męski punkt widzenia – to meżczyżni idą na wojnę. Patrzę na mojego mężczyznę rano w łazience, golącego twarz – ja golę nogi. Słucham męskich rozmów o wojnie – snują gawędy o chłopięcych bójkach , pierwszych fascynacjach samochodami, motorami, sportem, każdy ma niesamowite wspomnienia z wojska - ach to wojsko, czego oni tam nie robili - mój dziadek, tak opowiada o swoim udziale w wojnie. My kupujemy ciuszki, tony upiekszajacych kosmetyków, bibelotów do domów i ogrodów, zabawki dla dzieci, a panowie kilogramy śrubek, narzędzi – kosiarki, łopaty, piły,kompresory - takie męskie zabaweczki i gadżeciki. Otwierają maski naszych samochodów, przynoszą kosze drewna, żeby nie marzły nam stopy, odśnieżają ścieżki, żebyśmy mogły postukać obcasami, biorą w ręce władzę, w postaci pilota do różnych sprzętów elektronicznogrających. Mi osobiście jest bardzo dobrze z takim męskim punktem widzenia, to w końcu oni chodzą na wojnę.

Jest też wspólny punkt widzenia, i my i oni tak samo potrzebują ciepła, czułości, zrozumienia, chwalenia, doceniania, za różne rzeczy, dokonania, ale potrzeba jest jedna, być ważnym dla drugiej osoby, mimo, że ona, on są inni w niektórych płaszczyznach człowieka.

Nadal obalam mit o nie zrozumieniu obu plci, ale uznaję inny punkt widzenia.

Śnieżnie

•17 styczeń 2009 • Dodaj komentarz

Śnieg otulił białym szalem drzewa, łąki, domy, za moim oknem. Opruszył rzęsy, policzki i usta. Rozjaśnił świata szarość. Obudziłam się w nowej, śnieżnej rzeczywistości, ze zmarzniętą stopą, która wyrwała się spod kołdry. Rzeczywistości pełnej zagadek, wyzwań, ślizgawek i zasp, ale również światłości, bieli i skrzących się marzeń. Marzeń wirujących dookola, jak płatki śniegu, które zanim roztopią się, cieszą ludzkie oczy i serca. Od nas zależy, czy te fruwające marzenia będą równie ulotne i nietrwałe jak śnieżynki, czy też pozwolimy na ich urzeczywistnienie, biorąc odpowiedzialność za ich autorstwo.

Pozdrawiam wszystkich marzycieli z cicho sączącą sie z płytki Kasia Nosowską.

Noworoczne postanowienia

•31 grudzień 2008 • Dodaj komentarz

Obiecałam sobie nieczego nie obiecywać na Nowy Rok, nie składać samej sobie przyrzeczeń, że coś ważnego zrobię, a czegoś głupiego nie. Życie z innymi ludżmi, sytuacje w których się znajduję, relacje, codzienność, weryfikują te postanowienie, zmuszają do rezygnacji z nich, wymagają zmian, nowych postanowień, powrotu do starych sprzed roku, kilku lat.
A jednak obiecałam sobie, że w tym Nowym Roku będę nadal sobą, mniej lub bardziej doskonałą, ale sobą.

Bądżcie sobą w Nowym Roku i całe życie.

Dziewczynka z bagażami

•24 grudzień 2008 • Dodaj komentarz

Stała pod oknem wspomnień w kolejny wigilijny wieczór, starsza, z bagażem życiowych doświadczeń. chciała zapukać, ogrzać się w cieple ich uczuć, miłości, ale zabrakło jej odwagi. Jest juz dużą dziewczynką, nie małym, smiesznym brzdącem, ktory może wskoczyć komuś na kolana i poprosić o bajkę na dobranoc i całusa. Zbyt dorosła na sentymenty….. Pachniało choinką, barszczem, piernikami i miłością……. może jednak warto wejść

Jesień

•1 listopad 2008 • Dodaj komentarz

Czerwonozłoty dywan przykrył trawnik ciepłą kołderką, na którą spadło rumiane jabłko. Zapatrzyłam się tęsknie, zamyśliłam….. gdzieś, kiedyś był dom…… Przed domem rosły ogromne kasztany, ze swoimi tajemnicami – między nimi stała kapliczka, z niebiańską matką boską, której przynoszono polne kwiaty, modląc się szeptem o urodzajne plony, zdrowie męża i dziatek, bezdeszczową noc, bo siano zmoknie. W koronach mieszkały ptaki, małe szare wróble, budzące swoim ćwierkaniem puchate, leniwe koty na wyszkach i rozgdakane kury.  Kogut wstawał ostatni, z zachrypniętym głosem. Pewnego dnia w dziupli jednego z drzew zamieszkały szerszenie …. zamurowano dziuplę, to nie byli mili lokatorzy…. nie pasowali do wesołej reszty kasztanowego towarzystwa.

Był dom, dziadkowie, ciocie, mleko prosto od krowy, racuch ze śmietaną, bajki przy ciepłym piecu i modlitwa na klęczkach, przed obrazem Jezusa spacerującego z apostołami przez łany zbóż… Bolały kolana po piątym pacierzu, odmawianym za karę. Cieplutka pierzyna owinięta wookół lodowatych dziecięcych stóp i bójka, o to kto śpi obok babci, bo dziadek kłóje i chrapie. Pamiętasz opowieści o duchach, po których nie mogliśmy zasnąć, a przejście przez ciemny korytarz było bohaterskim wyczynem?                                   Piekła chleb, smarowała smalcem ze skwarkami, plotła warkocze i bzdury, ale miałą tyle ciepła. Zawsze jesienią nosiła w kieszeniach fartucha kasztany, pamiętasz? I wracając z ogródka przynosiła bukiety z liści, oszczędzając ogródkowe astry, na niedzielny bukiet. Czerwonozłote liściaste bukiety, pachnące, nagrzane słońcem jabłka, leniwe koty na oknach -moje ślady pamięciowe.

Moja jesień, mój dom, moje liście i jabłka…..

Zaduszki

•31 październik 2008 • 1 komentarz

Jedni umierają fizycznie,opuszczajac ciało, inni umierają w naszych sercach, albo my w ich, ale nie odchodzą na zawsze. Pozostają po nich rzeczy, książki, płyty….. zdjęcia. Właśnie, te cholerne zdjęcia, kadry życia zatrzymane w biegu. Zostają rany, cierpienia, które z czasem transformują, przyjmując formę miłych, ciepłych wspomnień, uśmiechu zadumy nad zdjęciem, wierszem, ulubioną muzyką. Ludzie nie odchodzą na zawsze, pozostają po nich wspomnienia, ulotne zapachy, smaki. Ludzie nie odchodzą…….. nie …. zostają w postaci dzieci, wnuków, dzieł małych i dużych, które stworzyli…… LUDZIE, mimo, że nie odchodzą na zawsze ich brak boli. Dlatego, że nie odchodzą na zawsze, że nie można zamknąć nad nimi wieka, lub za nimi drzwi i zapomnieć, zabić wspomnienia, marzenia, wspólne plany. Zmarłym zapalamy lampkę, modląc się za ich spokój, żywym życzymy złego lub dobrego życia bez nas.

A jednak chyba bardziej bolesne byłoby zapomnienie, reset pamięci.

Pamiętasz tamten smak?

•29 październik 2008 • 2 komentarzy

Chwile milczące są po to, żeby poukładać liście. Posegregować pożółkłe kartki z pamiętnika, namacalny dowód przeżyć, które nas stworzyły. Możemy spojrzeć na siebie z perspektywy kogoś bardziej doświadczonego i zachwycić się optymizmem, naiwnością, przez chwilę znów poczuć smaki dzieciństwa, zapachy których bezskutecznie szukamy w teraźniejszym świecie.

Czy ten młody człowiek zaakceptowałby to co zrobiliśmy z jego życiem?

Przyjaciele

•24 październik 2008 • 3 komentarzy

Mi codzienność “upierdoliła”, ups, skrzydełka, a mojemu przyjacielowi kawałek serca. Ups, tak to czasami bywa w tej codzienności, mój przyjacielu, że zabiera nam ona , a raczej sami sobie ”upierdalamy” magię, marzenia, ciepło, zrozumienie dla ludzi i siebie samych. Ale i tak Cię uwielbiam Przyjacielu.

 cwirek z blizną po skrzydełkach.

Ostatni ciepły dzień jesieni c.d.

•22 październik 2008 • Dodaj komentarz

DSCF1706

DSCF1713

DSCF2201

DSCF2215

DSCF2235

Marzenia

•21 październik 2008 • 1 komentarz

Chciałabym znowu kupować nowe meble i bibeloty. Ustawiać w wazonach kwiaty, przygotowywać smakołyki. Zapalać świece przy kominku, otwierając wino w oczekiwaniu na Twój powrót. Prasować z miłością Twoje koszule. Całować Cię na dobranoc i szukać w nocy Twojej dłoni, znajdując ją na moim ciele. Kąpać się z Tobą w blasku księżyca, w wannie z wonną pianą. Dotykać pod stołem Twojej dłoni na nudnym przyjęciu. Śmiać się do łez z głupich żartów. Przytulać w mrożny dzień, rysując serca na oszronionej szybie i gwiazdy na ciepłym, morskim piasku, w jesieni naszego życia.

Marzycielka.

Ostani ciepły dzień jesieni

•21 październik 2008 • 2 komentarzy

Zostaw na chwilę pogoń za światem,

którego i tak nie dościgniesz.

Chodź ze mną,

poprowadzę Cię nieznanymi ścieżkami.

Razem poszukamy babiego lata

i zapachu rozgrzanych do czerwoności liści.

Żyjemy dla tych kilku chwil mój przyjacielu.

Zaufaj mi

Jestem taki, jakim widzą mnie inni

•15 październik 2008 • 1 komentarz

Myślę, że największy błąd popełniamy zamykając drugiego człowieka w klatce swoich wyobrażeń o nim. Ograniczyć do przestrzeni jaką mu wyznaczyliśmy. Opisać, skatalogować, zaszufladkować. Nie liczyć sie ze zmianami zachodzącymi w innych, nie przyjmować do wiadomości tego, że sami się zmieniamy.
Einstein obraca się w grobie.