header image
 

Oni

Zamykali się w czterech ścianach uczucia, chroniąc się przed szalejącymi żywiołami. Otulał ją swoim silnym ciałem, chcąc stworzyć jej bezpieczną przestrzeń, na tyle bezpieczną, żeby nie rozsypała się w swojej kruchości. Był silny za nich oboje, ale sam też potrzebował oparcia, wtedy sięgała po swoją moc, chwytając go za rekę, kiedy chciał uciec, głaskała jego twarz, szepcząc - “Hej, pamiętaj mamy siebie”. Często była nieprzyjemna, raniła, chcąc się obronić, dotykała słowami do żywego, potem przepraszała, wyruszając na kolejną bitwę ze światem o ich miłość. Dotykał ją delikatnie, sprawdzając, czy za mocno się nie poobijała, sam liżąc rany. Trwali i niepokorni…..

zapach samotności

czasem chciałoby się tak mocno krzyknąć, ale brak wiary że ktoś nas usłyszy
słowa nie wystarcza, nieobecność boli, pachnie samotnością.
chciałbym jak kiedyś przykryć się kołdrą i stać niewidoczny dla świata,
zrozumieć znaczenie slow przyjaźń, miłość, przywiązanie.
budzę się, wstaję z łóżka, wychodzę z domu, szukam odpowiedzi, wracam
,,,,,,
krzycząc zagłuszamy innych

DSCF2906

Telefony w mojej głowie

Pan Bell stworzył, według milionów osób na kuli ziemskiej, cudowne pudełeczko - taki sprytny telefonik. Fantastyczne urządzenie komunikacji, szczególnie w naszych czasach, kiedy przyjaciele, bliscy rozrzucili się po całym świecie. Chylę czoła przed panem Bellem, ale muszę przyznać szczerze, że nie lubię tego jego cudeńka. Służy mi, ale też okrutnie przeszkadza. Lubię kontakt z drugim człowiekiem face to face, lubię obserwować go podczas rozmowy, widzieć jego oczy, miny, uśmiechy, wtedy bardziej rozumiem i jego i sam temat rozmowy. Telefon obcina obrazy, zapachy, dotyki, pozostaje wyobrażnia. Wiszenie na kablu, czy małej słuchaweczce w uchu całymi godzinami, jest mi obce, lubię krótko załatwiać sprawy telefoniczne. Są dni, kiedy telefon staje się moim wrogiem - wchodzę po 12 godzinach pracy do domu, pracy w której mam non stop kontakt słowny z ludżmi i dzwoni telefon, czuję się wtedy tak jak ginekolog, zabijający w bramie Cygankę, która po jego 12 godzinach pracy, chciała mu pokazać, za 5 złotych. Czasami stojąc jeszcze w otwartych drzwiach mówię, że mnie nie ma, często odbieram i wtedy kolejny raz żałuję, że uległam tej cudownej zabaweczce - ” Dlaczego nie dzwonisz?”, “Myślałem, że coś Ci się stało, nie odzywasz się od dwóch dni”, ” Czyżbyś miała zepsuty telefon, że do mnie nie dzwonisz?” i takie tam, taram, taram……
Mam ochotę rąbnąć słuchawką mówcę, ale jest zbyt daleko, nie chcę się tłumaczyć, bo nie czuję się winna, przecież telefon działa w obie strony, ale gdzieś w głębi budzi się lekkutkie poczucie winy, które pozala rozmówcy nadużywać mojego cennego, wieczornego czasu na godzinne pogawędki. “Coś mało rozmowna jesteś dziś, tylko, tak, yhy, mruczenie pod nosem”, tak jakbym zawsze była telefonicznie szczególnie rozmowna. Odkładam słuchawkę z ulgą, obiecując sobie, że ostatni raz daję się nabrać, oczywiście tylko do następnego razu, a tu kolejny dzwonek. Nie, nie odbiorę, ale może to coś ważnego? I….. tak, mam rację ….. “Dzwonię tylko, żeby ci powiedzieć, że cię kocham”, “Chciałam się z tobą spotkać, na takie babskie ploteczki, jutro wieczoram”, “Chciałam cię usłyszeć, obie nie lubimy gadać, przez telefon, ale zatęskniłam za twoim głosem”……. i takie tam, taram, taram… Dla tych kilku słów zawsze łamię się i odbieram, dzięki panu, panie Bell.

Kołysanka dla Przyjaciela

Przyjacielu,

mam podobnie jak Ty tysiące kłębiących się w głowie myśli o życiu, przemijaniu, śmierci w sensie umierania ciała i umierania emocji, uczuć, szczególnie milości, przyjażni. Czasami te myśli są mroczne, ale próbuję znaleść w tym wszystkim co nas spotyka dobro, nadzieję, dlatego myślę o motylach, o budowaniu, mimo, że do jasnej cholery jest trudne, bo nowe, bo wymagające wyrzeczeń, przeformułowania pewnych ważnych dla mnie wartości.
Jasne, że są rzeczy chwilowe, ale są też ponadczasowe jak przyjażń, miłość do dzieci, życia, umiejętność cieszenia się jego urokami. My przeminiemy, ale pozostaną nasze wartosci. Tyle ile włożymy w nasze szczęście, tyle będzie nam oddane w tym, czy w innym życiu. Kochałam, kocham i będę kochać, mimo, że zmieniały się obiekty milości, ale warto jest wierzyć, że kochanie drugiego człowieka ma sens, że my sami i nasze dzieci jesteśmy wartościami.
Nie wiem jaka będzie nasza przyszłość, ani moja, ani Twoja, ale chcę wierzyć, że dobra, że uda się nam kiedyś spotkać, jako starym ludziom, w wieku Twojej babci i powiedzieć sobie, że byliśmy szczęśliwi, że nasz trud nie poszedł na marne, że ważne były starania, ale i motylki, słońce, śmiech i zabawa.
Bądżmy dla siebie pobłażliwi, nie oceniajmy się zbyt surowo - jesteśmy ludżmi, tylko i aż ludżmi. Twój i mój czas nie przeminie w przyjażni, przeminie jedynie nasz czas na tej Ziemi.

Dobranoc Przyjacielu.

Mów…..

Wypowiadasz słowa, które znam, sama ich używam, ale w Twoich ustach nabierają innego znaczenia. Napawam się, sycę sie nimi, jak ktoś na wielkim głodzie, próbuję językiem, w końcu rozrywam zębami, wyobrażając sobie ich smaki i kolory, pozwalając ich sokom spływać wolno po brodzie. Pieścisz mnie nimi, delikatnie, namiętnie, ale też mówisz je prosto, na zakupach, podczas śniadania, kiedy zakładam rajstopy, w łazience, na spacerze. Pozwalam wpływać im przez uszy muzyką - stary dobry jazz, blues, czasami osty rock- jak krew płynąca do mózgu, serca. Do dłoni, które dotykają Twoich ust, kiedy do mnie mówisz, brzucha, w którym wciąż karmisz moje motyle, stóp, które całujesz, szepcząc cicho. Mów do mnie słowa proste, zwykłe, czułe, namiętne, ostre i sprośne. Scałuję je z Twoich ust, spiję, spragniona rozmowy, jak pijak porannego klina. Mów …….

Miłość

Może być jak ocean, lub kałuża. Podczas nawałnicy na oceanie szaleją ogromne fale, zalewające rozbitków miłości. Jeżeli są dobrymi pływakami, ratującymi nadzieję na dalsze życie i piaszczysty brzeg, przetrwają. W kałuży nie da się rozpętać nawałnicy, a mogą w niej utonąć jedynie muchy. Kałuże są spokojniejsze, bezpieczniejsze, ale wysychają ….. Łatwa miłość…. a może brak miłości..

Rozświetlały burz rozbłyski miłość naszą ileś lat.
Raz ty brałaś złe walizki, to znów ja ruszałem w świat.
Lecz pokój, gdzie kołyski brak pamięta lata dawnych burz
i słów namiętnych do szaleństwa.
Więc choć porażki pierwszej smak z twych warg uleciał dawno już,
a z mych pierwszego smak zwycięstwa.

Czy ty wiesz jedyna, czuła i najmilsza ma,
że ja o wschodu aż do zmierzchu dnia,
wciąż bardziej kocham cię.

W kłótnie, schadzki, przeprowadzki poznaliśmy się do cna.
Wpadaliśmy w swe zasadzki, zastawiane gdzie się da.
Ty miałaś kogoś dobrze wiem i jam też nie bez grzechu był.
Lecz zawsze żyliśmy nadzieją, że z pożegnana pierwszym dniem oboje dołożymy sił,
by starzec się nie doroślejąc.

Czy ty wiesz jedyna, czuła, najmilsza ma,
że ja od wschodu aż do zmierzchu dnia,
wciąż bardziej kocham cię.

A czas goni, a czas goni, straszy, że żle z nami jest
I, że zawieszenie broni, to miłości naszej kres.
Strudzeni trochę, bądż co bądż, posłusznie wyruszamy więc na pole bitwy
Wyruszamy, żeby jak codzień udział wziąć w potyczce czułej dwojga serc.
W serdecznej wojnie zakochanych.

Czy ty wiesz jedyna, czuła najmilsza ma,
że ja od wschodu aż do zmierzchu dnia,
wciąż bardziej kocham cię.

Wyśpiewał, jak zwykle z wyczuciem i poetycko Adam Nowak,
słowa napisane przez pana Wojtka Młynarskiego.
Dziękuję.

Wybrakowany

Brakowało mu uśmiechu, lęku,
pewności i niepewności,
siły i kruchości,
które w przedziwny sposób
łączyła w sobie
w jedno istnienie

Chwila

Przychodzą chwile, godziny, a nawet dni, kiedy chcemy zostać sami, ze swoimi myślami, emocjami, uczuciami. Czesto nie są to miłe odczucia, dlatego wolimy nie dopuszczać do ich ujawnienia. Mroczne, smutne, cieżkie. Zaszywamy się we własnych norkach, przykrywając cieżkim kocem, razem z głową, tak jakbyśmy chcieli zapaść w  zimowy sen i obudzić się dopiero wiosną, a niektórzy nawet latem. Ostatnio pytają mnie wszyscy dookoła, czy to normalny stan, czy może jakaś zbiorowa epidemia - zmęczenia, niechęci, smutku - a może tylko przesilenie wiosenne. Nie umiem do końca trafnie odpowiedzieć na te pytania, sama jestem lekko zainfekowana, ale mam nadzieję, że to tylko chwila, nie godzina, nie dzień.

Rytm życia

Są dni, miesiące, lata kiedy życie odmierza jednostajny rytm. Praca po to żeby zarabiać kasę, pieniądze na spełnianie naszych marzeń. Tydzień za tygodniem rozdzielony kilkoma kilkoma dniami weekendu, rok za rokiem od wakacji do wakacji. Życie pędzi jak pociąg, monotonnie wybijając rytm, tak łatwo znów znaleźć się w punkcie wyjścia. Codzienne obowiązki w pracy i w domu, cotygodniowe przyjemności,,,
Robię wszystko żeby moje życie nie utknęło pomiędzy tym co konieczne a tym co wymarzone, już dziś zrobię coś przełamującego narzucony rytm i poczuję że żyje,,,,

Przedwiośnie

DSCF7002

motylek nasrał mi dziś na ramię

Intuicja

Zdolność przewidywania, czy umiejętność odczytywania drobnych znaków? Podobno kobiety mają jej więcej, ale czy dzięki temu łatwiej im rozpoznać to co dla nich najlepsze?

Mój aniołek puszcza do mnie oczko ;)

Klamka

Początkowo padły słowa, ciężkie jak kamień, spod którego próbowałam bezskutecznie wyciągnąć zranioną kocią łapkę. Słowa konfrontujące z niechcianą rzeczywistością. Potem przedłużająca się nieobecność i czekanie na cud. Sporadyczne “jak się czujesz”, ochłap zainteresowania, dudniąca w głowie pustka i to cholerne czekanie na cud, przeciągające się w nieskończoność. Wymuszone spotkanie, które przyniosło tylko większy ból i konfrontację z samotnością. “Pamiętaj, że wiara czyni cuda” - i ……. jest cud, ale inny. Kawiarnia w zimowej scenerii, kawa, papieros i ……, pojawia się ćma, nie motyl, poczatkowo jeden, kolejny, następny. Próbuję je odgonić, bojąc się, że to ćmy, które lecą do ognia i opalą swoje skrzydełka. Potem spacer, jeden uśmiech, jeden dotyk - inny cud, inny człowiek, inne życie. Zaczyna się sprzątanie życiowego bałaganu, początkowo na fali motyli - szybko, chaotycznie, szaleńczo. Stopniowo spokojniej, dojrzalej, ale wciąż z trzepoczącymi motylami. Czasami pojawia się smutek i nostalgia, jakieś pytanie o przeszłość, o tamten cud. Wielkie szczęście z odrobiną piołunu, wysypanego z kieszeni, razem z piaskiem z nad morza i okruszkiem bursztynu.

Ps.Dotarł urzędowy list informujący o konieczności wspólnego zamknięcia, niedomkniętych drzwi.

Powroty c.d.

Uwielbiam powroty do domu po dłuższej nieobecności. To jedyna chwila, kiedy można spojrzeć na to co stworzyłem z perspektywy gościa. Mój dom, biurko, moja łazienka i zapachy w kuchni, krzątanina dzieci, przymilanie się psa. Moja nieobecność jest dla tej chwili - mojego powrotu do domu.

Dopiero wtedy doceniam to co zostawiam uciekając w swój własny świat.

Wiosna

Dotknęłam dłonią nagrzanej słońcem trawy, w której przeplatają się zeszłoroczne, pożółkłe żdżbła, z nowymi, zielonymi, delikatnymi. Zanurzyłam w niej twarz,  chcąc poczuć budzące się serce wiosny. Mrugnął do mnie pomarańczowym okiem żonkil, na moim kolanie usiadł bąk, a promyk słońca przymknął mi powieki. Delektowałam się ciszą, leżąc na trawie, bojąc się otworzyć oczy, żeby nie okazało się, że to tylko kolejny sen o wiośnie.

Zmiany cdn

Zmieniłam kolor paznokci i…… sama jestem w szoku. Podobają mi się bardziej niż sądziłam, a kolor oddaje mój obecny stan ducha.

Zmiany

Zmiany lubiłam od zawsze, intrygowała mnie sama możliwość zrobienia czegoś inaczej. W dzieciństwie obcinałam lalkom włosy, żeby zmienić ich wygląd, pożniej przemalowywałam wielokrotnie swój pokój, mieszkania, przestawiałam meble, farbowałam rzeczy. Przeprowadzałam się kilka razy, z coraz większą przyjemnością tworzenia czegoś od nowa, wicia kolejnego gniazda, w inny, ale za każdym razem swój sposób. W żadnej pracy nie zagrzałam długo miejsca, pragnąc wciąż więcej, lepiej, ciekawiej, ale przede wszystkim inaczej. W pewnym momencie osiadłam w życiu, pracy, związku. Spokój, pojawił się spokój, ale pod nim z czasem zaczęło buzować, w końcu pękło.
Wróciłam do zmian i kolejny raz czerpię z nich przyjemność - przestawiamy meble, sprzątamy w szafach, wyrzucając “niezbędniki” i “wartości sentymentalne”, kupujemy farby, “przenosimy” pokoje. Oddycham świeżym powietrzem zmian. W marzeniach są zmiany większe, najważniejsze, dotyczące nas, wspólnego miejsca na Ziemi, życia, pracy. Czasami aż głowa boli od marzeń o zmianach, ale to przyjemny ból.

Wymyślone

Wymyśliłam sobie idealny świat, pełen ciepła i zaufania, harmonii. Wściekam się kiedy pojawiają się elementy zaburzajace harmonię, puzzle, niepasujące w żaden sposób do mojej układanki. W furii rozsypuję misternie dopasowywane elementy, potem próbuję składać obraz szczęścia od nowa, raz po raz. Wciąż wierzę, że mi się ułożyć widoczek czystego, błękitnego nieba, niezmąconego chmurką.

Utonąć

Powiedziała:
“Czasami smutek jest tak głęboki i zalewający, że boję się, że w nim utonę. Chwytam się każdej wyciagnietej w moją stronę dłoni, jak tonący delikatnych gałązek, wystających żdżbeł trawy, rosnących nad brzegiem rwącej smutkiem rzeki. Masz siłę, żeby mnie utrzymać?”
Pomyślałam:
“Nie wiem”
Powiedziałam:
“Chwyć mocno moją dłoń”, mimo, że boję sie, że pociągnie mnie ze sobą, ale od czego są przyjaciele?

Praca

Pracy nie przerobisz, ona przerobi Ciebie.

Powroty

Jestem. Powroty są zdecydowanie słabsze od podróży i wypoczynku. Walizki walające się przez kilka dni po domu, tony rzeczy do prania, masa pracy, bo jak mnie nie było to się uzbierało. Dzwoniące telefony, ludzkie problemy, już chciałabym po jednym dniu spakować nierozpakowane walizki i wyjechać. Tylko, nie da się być całe życie na urlopie, odpoczynek straciłby swój urok, może zabiłaby go nuda? A co u Was pracusie, słyszałam, że niektórzy szukają nowej pracy maku?

Pozdrawiam cwirek

Ps. Było bosko.