pojawiamy się, jesteśmy, znikamy,
po to by stać się czyimś wspomnieniem.
ta prosta reguła powoduje,
że nie wypada nam się z tego powodu smucić.
nasz blog jest jak dobra przystań, to miejsce oderwane od reszty świata

pojawiamy się, jesteśmy, znikamy,
po to by stać się czyimś wspomnieniem.
ta prosta reguła powoduje,
że nie wypada nam się z tego powodu smucić.
nasz blog jest jak dobra przystań, to miejsce oderwane od reszty świata
Czasami mam wrażenie, że jestem bliska obłędu, obłędu, czy błędu, sama już nie wiem….. czasami nie lubię siebie, czasami chciałabym obudzić się ze snu…
Sen
To jest mój sen, ten sen przeraża mnie
W pokoju bez ścian zamykam się
Nie ma nic, nie ma mnie, niby bezpiecznie
Ale wcale nie jest dobrze w moim śnie.
To jest mój sen, ten sen zawstydza mnie
Zachłanna i zła wciąż więcej chcę
Nie ma nic, nie ma mnie, niby cudownie
Ale wcale nie jest dobrze w moim śnie.
Budzi mnie wiatr – wiatr niesie strach
Budzi mnie deszcz – deszcz tuli mnie
Budzi mnie blask gorących dni
Budzi mnie krzyk – czy wciąż mi się śni.
Nie ma nic, nie ma mnie, niby bezpiecznie
Ale wcale nie jest dobrze w moim… śnie.
Budzi mnie wiatr…
Koziorożec
Może jesteś gdzieś obok
I przyglądasz się jak
Przestaję być sobą
Ciekawe czy znów dobrze bawisz się
Jeden ruch spadam
A moje myśli rozbiją się o kamień
To jest jak opium
Wciąga i czuję się coraz słabiej
I jeśli jesteś gdzieś obok
I przyglądasz się jak
Przestaję być sobą
Ty czekasz jak sęp, czy skoczę
Nigdy! nigdy! nigdy!
Niech rani mnie mocniej
Niech rani mnie aż do krwi
Każdy dotyk czuły aż po ból
Teraz ranić może jeszcze ostrzej
Rań mnie mocniej!
Niech rani mocno, gdy
Stoję wciąż o jeden krok
Za blisko bym mogła się uwolnić.
I jeśli jesteś gdzieś obok…
Wdrapałem się na zimowy szczyt, z nadzieja że znajdę pod śniegiem kamień pozostawiony tu w chwili kiedy nie potrzebowałem jego magicznej mocy. Na szczycie spod śniegu wystawały skały rozgrzewane pierwszymi promieniami styczniowego słońca, ale nie było na nich ustawianych w lecie przez turystów kopczyków z kamieni. Leżał obok na śniegu, tak jakby wypadł komuś z kieszeni kurtki, był twardy i zimny. Teraz kiedy gładzę jego wypolerowane wiatrem krawędzie wydaje się delikatnie aksamitny, kiedy go ściskam czuje jego opór, surowa moc góry, która nie ulega przeciwnościom żywiołów.
Staram się nie analizować po raz kolejny ‘dlaczego..’, nie roztrząsam ‘co dalej..’. Jak dziecko czekam na to co przyniesie los, zbieram siły na to, żeby w odpowiednim momencie móc znów podjąć walkę, chociaż nie wiem po której stronie będę walczył.
„Po zaciemnionym niebie biegnie smuga kolorowa, z ogonem rozpryskującym się po królestwie nocy. Po chwili znika w blasku księżyca, tak jak rok miniony. Lecz coś po nim pozostanie- wspomnienia i marzenia. Szczęście i te dni gorsze, słowa raniące i te kojące. Uśmiech igrający ze łzami. A ja życzę Ci, aby te wspomnienia, które pozostaną w pamięci w Nowym Roku były inne. Z marzeniami, masą dobrych dni, słowami płynącymi z serca, które uszczęśliwią, wspomnienia z masą miłości i przyjaźni.”
Miłości, zdrowia, spełnienia marzeń, pomyślności życzymy sobie na Nowy Rok, tradycyjnie, z nadzieją, sztampowo. Czy miłość smakuje bez dozy goryczy, spełnianie marzeń bez podknięć i łez? To tak jakbyśmy jedli codziennie na śniadanie, obiad i kolację słodki budyń z soczkiem malinowym, albo potrawy bez soli, pieprzu i innych pachnących przypraw. Ja Wam życzę normalnego, codziennego życia zaprawionego słodko-gorzko, kwaśno-słodko, słono-pieprznie z nutą cynamonu, bazylii, piołunu, kardamonu, u boku i tych sprawdzonych ludzi i nowo poznanych, ze smakiem miłości, przeplatanej sporą szczyptą przyjażni, nadziei oraz wiary w to, że dużo rzeczy nam się uda, jeżeli tego bardzo chcemy.
Marzenia – Fenomen
To się nigdy nie zdarzy, w ogóle nie ma takiej opcji
Że przestane kiedyś marzyć nawet będąc dorosłym
Ten świat choć nie jest prosty dzięki mym marzeniom będzie piękny
To właśnie dzięki nim układam słowa tej piosenki
Słyszysz różne dźwięki, razem z nimi pierwsza płyta płynie
Niech ten czas nie minie jak chwilowy fart w kasynie
Nie wiem czy rozumiesz czy nie, że to wcale nie jest przymus
To że mam marzenia inne niż reszta to nie jest minus
Kilkanaście lat wstecz, podwórko, mała piaskownica
W niej bawiące się dzieciaki o nie skażonych licach
Szara ulica, komunistyczna kamienica
i masa gruchotów nie mających nic z samochodów
Szczenięcy świat, a w nim ja, życie bez wad
A teraz jak, przez czas, przetarty szlak, to inny świat
Zwariowany wtłoczony w inne schematy
Dajesz mu coś, a on i tak chce od ciebie zapłaty
Ref.
Przecież każdy ma marzenia (przecież każdy ma marzenia…)
Tego nikt mi nie odbierze
Przecież każdy ma marzenia (przecież każdy ma marzenia…)
Są moje, są tylko, tylko moje x2
Wielu ludzi ma marzenia i ja też należe do nich
Chociaż różnią się od innych to ich zawsze będę bronił
Bo są tylko moje i to ja jestem ich autorem
Kreatorem wszystkich marzeń, które są tylko moje
Zawsze będą, to wiem na pewno, że nie zniknął
Że te myśli nigdy nie zamilknął
Będą żywe w nas, będą lśnić przez cały czas
Na tle wszystkich tych wydarzeń
Bo czym by był świat bez marzeń, nie wiem
Nigdy nie przestane marzyć tego jestem pewien
O tym by w przyszłości mieć radości tyle samo z życia
Zdobyć wszystko co mam do zdobycia
A moim największym marzeniem jest ta płyta
A,a, akcja za małolata, marzenia były piękne
Teraz słuchaj, bije to rapowe serce
Kiedyś myślałeś o nagrywkach, teraz nagrywasz
Kiedyś marzyłeś, by półki sklepów zdobywać teraz wydasz
Nową produkcje, kolejne kartki zapiszesz
A ja usłysze, w międzyczasie też coś napisze
Bo najważniejsze chęć istnienia
Spokojne dni i spełnione marzenia
Nic ważniejszego niż to
By budząc się mieć poczucie, że realizujesz to co chcesz
Tylko tyle, bo najważniejsze nie to za ile
Ale w jaki sposób, ciągle niezależnie
Oczy otwarte by w lustro patrzyć pewnie
Z każdym dniem ucząc się trudnej sztuki jak przetrwać
Jak w mieście wygrać, by dorosnąć nie tylko w myślach
By na koniec mimo wszystko móc powiedzieć
Że dzięki marzeniom zbudowałem coś i stałem się mężczyzną
Ref.
Xzy spełnisz swoje marzenia?
Paryżem, Turcją?
Ja pełną lodówką, ciepłym kątem, nad głową żarówką
Oknem na podwórko, tak będzie wyglądał mój dom, mówie krótko
Teraz powiedz mi Ty, co w nim widzisz, nic?
Bo niektórych marzeń nie da opisać się w mig
A nie których choć byś produkował się przez trzy dni
A nie które z nich są tylko moje
Tylko nie które legły w gruzach
Nie które wciąż kreuje, czy mi się uda je wykreować, zrealizować?
Nie wiem, wiem że po to żyje, a raczej dzięki temu, jedno z wielu
To nie zostać tu samemu, w drodze do, w drodze przez (przez)
Sam wiesz jak jest, dużo jeszcze przed nami
Chłopaki patrzcie w przyszłość, ja tam zawsze z wami (zawsze z wami)
Inni niż wszyscy, choć na ulicy tak podobne pyski
Chcesz liczyć zyski, ja po prostu chce być bystry
Mijać takich wszystkich, którzy nie wiedzą po co żyją
Może niech się zastanowią, ja tym czasem żyje chwilą
Mam marzenia właśnie po to, żeby wiedzieć czego szukać
Co bym kiedyś chciał osiągnąć, w jaki drzwi musze zapukać
Myślisz, że nie sztuka cele swe osiągnąć skurwysynu
To, że mam marzenia inne od wszystkich to nie jest minus
Pamiętam kreślenie obrazu w jasnych kolorach
Nie było młodych matek żebrzących na betonach
I dzieciaków na drogach myjących szybe w gablotach
Wszystko ułożone, jak mogłem myśleć o kłopotach
Dzisiaj już wiem, że jest inaczej, nie jeden z bólu płacze
A ja walcze, by osiągnąć coś w nierównej walce
To dla tego marze stwarzając sobie obraz prosty
By nie zgubić się i nie mieć moralniaków po nocy
Przełom roku to czas podsumowań, które często bywają dla nas bolesne, ale również czas planów na przyszłość. Nie boje się marzyć, to marzenia sprawiają, że podnoszę się po upadku i idę dalej,,,
Dziękuje wam Kasiu, Asiu, Jarku, Kubo, że byliście w tym trudnym czasie ze mną
Za oknem minus pięć
wiatr zrywa czapki z głów
,,
Za oknem dziki skwar
powietrze ani drgnie
,,
Kolejny raz wbiła się pod paznokieć uczuć. Wciąż próbuję ją wyciągnąć, odwołując się do pęsety rozsądku. Może znowu się uda, a może utkwiła zbyt głęboko……dlaczego tak bardzo boli, to przecież tylko malutka drzazga?
Jesteś podwiniętą rzęsą pod moją powieką….
ONE LOVE
Miłość to biegun ciepła
Transcendentna energia
Miłość to późna godzina
Absolutna przyczyna
I moje serce czasem też
Czuje jej rytm
Kiedy zamykam oczy
Gdy nie dzieje się nic
Taka miłość jest jedna
Ty jesteś jedna
Jesteś podwiniętą rzęsą pod moją powieką
Taka miłość jest jedna
Ty jesteś jedna
Dlatego chciałbym ukryć nas za najodleglejszą rzeką
Miłość nie drży na widok miecza
Jest kruchym ciastem powietrza
Którym zachłystuję się codziennie
To cholerna niepewność
Kiedy znowu wreszcie staniesz w drzwiach
I to czy zobaczę Cię na pewno
Taka miłość jest jedna…
Miłość to raczej nie chemia
To nie są małpie gaje
Kiedy uśmiechamy się przez łzy
Kiedy przeklinamy się nawzajem
Ja nie mówię kocham
Pewnie dobrze sama wiesz dlaczego
Jestem prostym pytaniem
Ty jesteś na nie odpowiedzią
Taka miłość jest jedna…
Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów
Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady
Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać
Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc że
Los inny mi pisany jest
Płyniemy przez wielki Babilon
Dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać
niepokonani
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką, której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas
Nim się ogień w nas wypali…… pytasz czy warto? Starać się, obijając się głową o mury, raniąc kolana, padając na twarz, czasami w błoto. Znasz moją odpowiedź, warto nawet dla kilku okruchów szczęścia, uśmiechu przyjaciela, jednego dnia miłości. Życie należy do nas, możemy je kreować na swój sposób, albo mówić, że los tak chciał. Ja wybieram moją decyzyjność i nim ogień się we mnie wypali, będę niepokonana.
Dzisiaj czuje się jak ćma,która znalazła się przy nocnej lampce,, jest jasno i ciepło, inaczej niż przy blasku zimnego księżyca.
Wiem, że to nie jest moje miejsce.
Złamała wszystkie możliwe przykazania, zasady, reguły, stanęła okoniem całemu światu. Chciała pokazać, ze można być inną, szczęśliwa, wolną. Przypięli ją pasami do łóżka, ponieważ według nich zagrażała sobie i innym, dawała zły przykład. Wariatka…..
Szeptali przyglądając się jej z niesmakiem i lękiem. Po co zmieniać coś bezpiecznego, znanego, to szaleństwo… Wrócili do domu, zamknęli się w bezpiecznej stabilizacji i pozazdrościli wariatce….
Nieznośny dzwonek kolejnego klienta potrzebującego pomocy na chwile przed moim obiadem zniechęca do odebrania telefonu bardziej niż jakikolwiek inny.
-czy to serwis naprawy komputerów i innych urządzeń?
-nie to Piotr
Chwila ciszy, zastanowienie się, skąd znam ten głos i słowa niczym z „władców pierścieni”: witaj stary druhu, dlaczego dopiero teraz do mnie dzwonisz, a nie pól roku, rok, półtora roku temu, tak długo musiałem czekać na twój telefon, tak mi ciebie brakowało, dobrze ze w końcu zdecydowałeś się zadzwonić ![]()
Przez tę chwilę przed moimi oczyma przeleciało cale dzieciństwo, pierwsze wspólne wyprawy na obrzeża miasta, zaloty do naszych wspólnych sympatii, pierwszy w życiu paw po nocnym pijaństwie, wspólne kroki, dzielone sekrety, marzenia o dobrym życiu.
Warto czekać na takie telefony, czas jest tutaj bez znaczenia,,,
Jestem zamknięty w kuli własnych ideałów,
miłości która trwa wbrew rozumowi,
pomimo że ten natrętnie szepce
-to nie jest kobieta dla Ciebie.
Marzymy o czystym uczuciu,
które trwa wbrew całemu światu,
a kiedy takiego doświadczamy
czujemy się niczym outsiderzy
wyjęci spoza praw które mówią:
nie trać swojej energii na to co nieosiągalne.
Siądź z tamtym mężczyzną
twarzą w twarz,
kiedy mnie już nie będzie.
Spalcie w kominie
moje buty i płaszcz,
zróbcie sobie miejsce…
A mnie oszukuj mile
uśmiechem, słowem, gestem,
dopóki jestem, dopóki jestem.
Dziel z tamtym mężczyzną
chleb na pół,
kiedy mnie już nie będzie,
kupcie firanki, jakąś lampę i stół,
zróbcie sobie miejsce…
A mnie zabawiaj smutnie
usmiechem, slowem gestem,
dopoki jestem, dopoki jestem.
Płyń z tamtym mężczyzną
w górę rzek,
kiedy mnie już nie będzie,
znajdźcie polanę, smukłą sosnę i brzeg,
zróbcie sobie miejsce…
A mnie wspominaj wdziecznie,
że mało tak się śniłem,
a przecież byłem, no przecież byłem…
Chciał odmienić swoje życie, uwierzył że jeszcze nie jest za późno, może być szczęśliwy jeszcze podczas tego życia, zabrakło mu sił, albo ……
Prawo do szczęścia, kto nam je daje? O czyje szczęście warto walczyć? Czy nasza chęć do bycia szczęśliwym jest tylko nieakceptowalnym egoizmem, skoro dążąc do niego możemy skrzywdzić innych? Wychowani w myśl idei „Bóg, honor, ojczyzna, rodzina”, boimy się marzyć, śnić, cieszyć się życiem – nie mylić z hedonizmem. Czasami przez mur zasad przebija się jakaś wątła myśl, nadzieja, której iskierka albo zgaśnie, albo roznieci życiowy pożar. I stajemy przed dylematem,co zrobić, czy przypadkiem nie zostaniemy sami na zgorzelisku, a tak mamy swoje, może nudne, może stare, ale bezpieczne norki. Tylko czy są one tak bardzo bezpieczne skoro jednak z nich wychodzimy, a przynajmniej robimy w nich ostre wietrzenie, przeciąg, który wymiata kurze. Jeszcze całkiem niedawno byłam zwolenniczką i właścicielką takiej norki i w momentach zawirowań nieraz za nią tęsknię, ale jestem pewna, że nie chcę do niej wrócić – szybko oplotłaby mnie w niej pajęczyna zaniechania.
Cmok
Kochany Przyjacielu,
nie ma grzechów niewybaczalnych, jestem, żyje, mam się dobrze. Chwytam łapczywie, jak zawsze wszystkie malutkie i wielkie okruchy szczęścia i piękna świata. Mam jeszcze szerzej otwarte oczy i nastawione uszy, przestałam szukać dziury w całym i przyjmuję rzeczy takimi, jakimi są. Dlatego też cieszę się z wiadomości od Ciebie, bo odezwał się do mnie przyjaciel i nie myślę o grzechu zaniechania. Piję aromatyczną kawę na kanapce i pogryzam pierniczki, odpisując na maile moich znajomym, przyjaciołom. Ulepiłam uszka, pierogi z kapustą, ugotowałam barszcz, zrobiłam dwie sałatki, ubrałam z dziećmi i M. choinkę, przystroiłam dom i czekam na Aniołka z prezentami, może mi coś przyniesie, mimo, że nie byłam za grzeczna w tym roku, mam tak jak Ty parę
grzeszków na sumieniu. U mnie w domu Święta, przyjadą nasi bliscy,dzieci, pierwsze takie znowu rodzinne Święta od 3 lat, świat zatoczył koło, dziwnie się z tym czuję, znowu rodzina, inna, ale rodzina, trochę potłuczona, krzywa, ale moja. Chciałabym, żeby to były miłe Święta, nie idealne, napuszone ale miłe i rodzinne
Cmok, w sam ryjek, trzymaj sie cieplutko Przyjacielu i pamietaj czasem o mnie
cwirek
Zakręciła się błyszcząco w oku na wspomnienie chwil z życia, przesłoniła ukochne twarze, żeby cieniutkim strumykiem powędrowac w dół, żłobiąc rowek, spływając wraz z myślami o radosnym śmiechu, beztroskich chwilach, utraconych bliskich, ale dalekich…… nieobecnych,…. o słonecznych porankach, nocnych szeptach o marzeniach….. pamięci malutkich dziecięcych stópek, pierwszego słowa, pocałunku, klejnego bolesnego rozstania… bo jeszcze nie czas… otuliła słonym ciepłem woal rzęs, rąbek nosa, kącik, ust. Roztarłam ją językiem…. smakując wspomnienia…
Wykrzywiła paskundym grymasem twarz, zwęziła żrenice, zdusiła ciepłe uczucia. Zacisnęła dłoń w pięśc, która była wymierzona prosto w serce. Ono odruchowo zwinęło się w kłebuszek, przestało bic, zamarło ze ztrachu. Czyzby złośc była w stanie pokonac miłośc ?
Zacisnął mocno powieki, żeby nie patrzec nigdy więcej na cierpienia ludzi, których spotykał w swoim życiu. Zacisnął tak mocno, że aż rozbolała go głowa i zebrało mu się na wymioty. Rzygał ludzkim nieszczęściem, swoim współczuciem, zrozumienniem, cierpliwością i smutkiem. Im bardziej zaciskał, tym bardziej czuł się chory i pusty, stracił mozliwośc widzenia, słuchania, rozumienia, przeżywania. Nie czuł już nic i zrozumiał, że jeżeli nie otworzy zaraz oczu, umrze i to w dodatku nieszczęśliwy. Zamykając je na ból i cierpienie pozbawił się również widoku blasku słońca, uśmiechu dziecka, czułego dotyku kochanków i staruszków siadających na tej samej ławce w parku od 50 lat, kropli rosy drżących na trawie o poranku, koloru oczu tej, która chciała ofiarowac mu brzydotę i piękno świata.
Zamykam czasami szeroko oczy, kiedy mnie coś przeraża i porusza , ale szybko otwieram, bo robi mi się niedobrze, bo nie chcę umrzec pusta w środku za życia.
Otwórzcie szeroko oczy, zza brzydoty można ujrzec wiele piękna.
Przyjacielu,
zawsze tak Cię będę nazywać, nawet jeżeli zejdziemy z jednej drogi, ponieważ trawłeś przy mnie, kiedy potłuklam na kawałki twarz i kolejno zakładałam maski, próbując znaleść tę włąściwą, która ukryłaby mnie na całe wieki. Nie pozwoliłeś na to, mówiłeś, że moja własna poharatana jest najpiękniejsza, że z nią mnie ktoś pokocha, bo jest autentyczna. Uwierzyłam Ci.
Zastanawiałam się nad tym o co mnie prosiłeś i bez urazy Przyjacielu, nie chcę zmiany w zespole. Czym jest Queen bez Frediego? Czym byłby Hey bez Kaśki? Jasne można sprzedać prawa autorskie, wziąć tantiemy, ale ja tak nie potrafię. Preferuję stare składy, są najbardziej autentyczne. Podzieliłam się już kilka razy w swoim życiu prawami autorskimi do miłości, przyjażni, twórczości, tym razem skoro mam wybór, nie chcę, ale możesz tworzyć nowe składy, bo ja trochę zeszłam z naszej drogi.
Dziwne - łatwiej być z kimś nieszczęśliwym w zespole, jest chyba bardziej twórczy i chłonący.
Ps. Wciąż jestem sobą, tylko po reinkarnacji.
Miałam w dzieciństwie przyjaciela, szaroburego misia. Wypłakałam go, leżąc przed jedynym sklepem zabawkowym w naszym małym, śmiesznym miasteczku. Pokochałam mojego przyjaciela pierwszą, wielką miłością, taką od tego jedynego spojrzenia. Nosiłam go i woziłam ze sobą wszędzie. Czasami się gubił, a dziadek chodził po miasteczku, sklepach i zaułkach, szukając mojego przyjaciela. Miś spał ze mną, jadł, płakał, cieszył się, taki zwykły, niezwykły miś. Któregoś dnia mocno się zepsuł. Podczas jednej z naszych wędrówek po twierdzy, spadł ze skały, urwało mu się uszko i wypadło oko, podarł się brzuszek. Szlochałam niosąc go delikatnie do domu. Był brudny, poszarpany bez oka, ale nadal go kochałam. Rano obudziłam się, a na mojej poduszce pysznił się nowy, puchaty, rudy miś…. Krzyknęłam ze strachu – babcia chcąc zrobic mi przyjemnośc, kupiła nowiutkiego misia, a mojego przyjaciela wyrzuciła do śmietnika. Płakałam tak długo, aż dziadek poszedł ze mną do kubła na śmieci, wyciągnął zepsutego przyjaciela i obiecał, że go naprawi. Mój przyjaciel przeżył operację zszycia brzuszka, przyszycia uszka i przyklejenia nowego oczka – które było trochę inne od tego pierwszego – kąpiel i suszenie. Może nie był jak nowy, ale dla mnie najważniejszy, najukochańszy. Rudy stał na półeczce, nigdy nie poszedł z nami na spacer, na włóczęgę, był zbyt piękny i bez duszy. PS. Ryjku, przyjaciele nawet zepsuci, wciąż są przyjaciółmi i wpisy zamieniły się kolejnością.
„Strzeż się, abyś nie zmarnował miłości. Wciąż grozi ci, że z ukochanej
osoby zrobić zechcesz swoja własność; wiedzieć o każdym jej kroku, poznać
wszystkich przyjaciół, kontrolować czas pracy i czas rozrywki, być wciąż
razem, nie spuszczać z oka, wypatrywać, śledzić; a potem zaabsorbować
swoimi zainteresowaniami, sprawami, wypełnić sobą, ażeby nie zostawić czasu
na samotne myślenie, na własną inicjatywę, na osobiste życie, nie dopuścić
do żadnego samodzielnego przedsięwzięcia, związać z sobą prośbą, błaganiem,
ostrzeżeniem; uzależnić od swojej decyzji, podporządkować swojemu życiu,
narzucić swój schemat, swoje poglądy na sprawy wielkie i małe, ukształtować
na swoje podobieństwo, wydrążyć siłą albo sprytem ścieżki myślenia, tory
reakcji na swój wzór – aż wreszcie znać będziesz każde pytanie i każdą
odpowiedz, każdą reakcję i każdą myśl. I to jest koniec. Nie miłości, bo
jej już dawno nie było. To jest po prostu nuda. I odejdziesz. Chyba że
człowiek, który kochał cię dawno temu, zdążył już wcześniej uciec, ratując
swoją wolność, swoją osobę”
Mieczysław Maliński
Kilka dni temu patrząc na jasną łunę księżyca w pełni, kolejny raz zastanawiałem się nad przyjaźniami.
W jaki sposób określili by to uczucie łączące wybranych ziemian, mieszkańcy zimnego srebrnego globu, patrzący na nas z wystarczająco dalekiej perspektywy, pozwalającej na pełen obiektywizm.
Być może dla nich, przyjaźnie byłyby kontynuacją ciągle tej samej, najważniejszej dla nas rozmowy z tymi, których los stawia na naszej drodze.
My jako mieszkańcy niebieskiej planety, nie powinniśmy zapominać jak wiele zawdzieczamy tym, ktorzy skręcili gdzieś w boczne ścieżki i nie idą już razem z nami.
Bez tych współtowarzyszy naszej podróży w czasie, bylibyśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu.
Komentarze